Niesakramentalni - Sucha - rekolekcje 2019

Wspólnota dla niesakramentalnych

W roku październiku 2019 pojechaliśmy na rekolekcje do Suchej. Prowadził je o. Mieczysław Łusiak SJ.

 

Świadectwa z rekolekcji:

Agnieszka:

Należę do wspólnoty Małżeństw Niesakramentalnych w Łodzi i szukam odpowiedzi związanych z moja sytuacją. W październiku miałam przyjemność uczestniczyć wraz z moją wspólnotą w rekolekcjach dla Małżeństw Niesakramentalnych. Odbyły się one w Suchej k/Bydgoszczy, prowadził je Jezuita o. Mieczysław Łusiak. Sam dom rekolekcyjny oddaje obraz wielkiej miłości a rodzinna atmosfera stworzona przez o. Mieczysława, była furtką do otwarcia się na innych ludzi, konferencje trafiały do wielu serc, o. Mieczysław chętnie odpowiadał nam na nurtujące pytania. Opowiadaliśmy o sobie i o swoich rodzinach. Każda opowieść wnosiła jakieś przesłanie do mojego życia. Były łzy wzruszenia i oczyszczenia, łamaliśmy bariery wysławiania się, odnajdywaliśmy Boga w swoich braciach i siostrach ze wspólnoty. Ojciec Mieczysław zorganizował czas na indywidualne rozmowy z nim dla każdego, ktokolwiek potrzebował takiej relacji. Czas poświęcony na adoracje Jezusa był najcenniejszy w tamtym momencie. Uwielbienie z całą wspólnotą było czasem w którym doświadczaliśmy miłości, czułości, delikatności i indywidualnego przytulenia przez Jezusa. Poczułam jak jestem ważna dla Jezusa mimo swoich grzechów. Z Jezusem jakoś raźniej, szczęście bardziej cieszy i troski jakby lżejsze. Kiedy rano otwierałam oczy i łapałam swój pierwszy haust powietrza, wiedziałam, ze to ma dla kogoś znaczenie, daje komuś szczęście, niesie radość. Każdy z nas potrzebuje swojej przestrzeni życiowej. Moją przestrzenią jest Wspólnota Małżeństw Niesakramentalnych w której witają mnie ramiona wykrojone na moją miarę. Nasze pragnienia i obawy spotykają się w pewnym punkcie i łącza w pary jak ludzie, dotykając swoich serc nawzajem. Dążymy do tego aby pomimo wszystko nasze związki były budowane na solidnym fundamencie jakim jest wiara w Boga, bo kochać całym sercem to wciąż za mało.....
Jeżeli jednym słowem miałabym określić czego mi w życiu najbardziej zabrakło, to z całym przekonaniem rzekłabym, ze wiary a przecież to ona jest tym fundamentem na którym opiera się życie. Wiary w siebie, w swoje małżeństwo, w dobro, w drugiego człowieka, wiary w Boga...Bez niej moje życie zalewała fala wątpliwości, niepewności, podejrzliwych spojrzeń.
W Suchej k/Bydgoszczy tak pięknie zapachniało wiosną tej jesieni.....

 

Renia i Marcin:

To był nasz pierwszy wyjazd na rekolekcje; w ogóle nasz pierwszy wyjazd gdziekolwiek ze wspólnotą.
Gdy dojechaliśmy na miejsce byłam pełna obaw. To Marcin ( mój mąż) od razu nawiązał kontakt z uczestnikami rekolekcji. Ja byłam nieco bardziej wycofana. Kiedy zjedliśmy piątkową kolację moje obawy zaczęły narastać: co ja tu robię, nikogo nie znam, oni są jacyś „inni” uśmiechnięci, szczęśliwi, otwarci, miłość emanowała od tych ludzi na odległość. A wśród nich ja: zamknięta w sobie, pełna obaw, strachu o jutro.
Wszystko zaczęło się zmieniać już od pierwszej Mszy Św. W piątek nie potrafiłam powiedzieć dlaczego ( dziś już wiem, że to Duch Św. zaczął działać ;-) ) Możliwość uczestnictwa w duchowej Komunii Św. była dla nas bardzo ważnym i wzruszającym wydarzeniem. Płakaliśmy jak dzieci.
Sobota była dla nas przełomowa. Kiedy spotkaliśmy się rano i wszyscy mieli okazję powiedzieć coś o sobie coś w nas pękło. Nagle okazało się, że ci ludzie tak jak my mają swoje małe tragedie, problemy. Łzy same płynęły nam z oczu. To już nie byli obcy ludzie, to byli nasi bracia i siostry. Uścisk siedzącej obok koleżanki był bardziej kojący i znaczący niż kiedykolwiek mogłam sobie wyobrazić. Wtedy jeszcze nie mogłam zbyt wiele powiedzieć o sobie, ale wiedziałam i czułam, że teraz wszystko się zmieni. Nie byliśmy już sami, mieliśmy swoją wspólnotę i Pana Jezusa za Ojca!! Mieliśmy obok ludzi, którzy przyjęli nas takimi jakimi jesteśmy. Nikt nas nie oceniał, nie krytykował, nie pytał. Mogliśmy powiedzieć co chcieliśmy i tylko tyle ile chcieliśmy. Ojciec, który prowadził rekolekcje to był anioł, nie człowiek.
Kolejne Msze Św. i spotkania, rozmowy pogłębiały tylko miłość i radość w naszych sercach. Spacery do lasu, gdzie panowie zbierali grzyby, pozwoliły mi poznać jeszcze bliżej uczestników rekolekcji. Pozwoliły nam wśród pięknej przyrody zobaczyć Boga. Widzieliśmy Go we wszystkim: w drzewach w lesie, w pięknym niebie, w uśmiechu idącej obok Agnieszki . Otwartość i miłość ludzi nie była już dla mnie czymś innym, bo ja czułam to samo. Chciałam z nimi rozmawiać , słuchać o Panu Bogu. Chciałam dzielić się z nimi moimi doświadczeniami z Ojcem. Teraz już wiem, że to Duch Św. zadziałał i otworzył nasze serca na miłość. Byłam tak przepełniona tą miłością, że chciałam krzyczeć o tym jak nasz Ojciec jest miłosierny. Chciałam wszystkim powiedzieć, że mnie też kocha, czułam to. Mąż zadawał mnóstwo pytań na które zawsze dostawał wyczerpującą odpowiedz. Moje szczęście dopełniła wieczorna rozmowa z ojcem Mieczysławem. Kiedy w niedzielę znów wszyscy spotkaliśmy się, aby porozmawiać miałam wrażenie, że wszystko co słyszę dotyczy nas. Chciałam krzyczeć: my tez tak mamy, u mnie tez tak to wygląda, ja też tak to czuję. Kiedy dostaliśmy tel. od syna, że ma temperaturę Marcin poprosił o modlitwę wspólnotę za niego. Wszyscy pomodliliśmy się o spadek gorączki. Siła wspólnoty kolejny raz pomogła, ponieważ już po chwili gorączka spadła i nie wróciła. Pomimo tego, że łzy towarzyszyły nam przez całe rekolekcje, czuliśmy się szczęśliwi. Do wspólnoty należymy 2 miesiące, ale czujemy się tam jak w domu. Jej siła jest ogromna. Poczucie przynależenia do niej daje nam dużo wiary w siebie, ludzi a przede wszystkim bliskości Pana Jezusa.
To był wspaniały i owocny czas. Gdyby przed wyjazdem ktoś powiedział mi, że tak bardzo zmieni nas i nasze serca pewnie bym nie uwierzyła, a tak właśnie się stało. Dziękujemy Bogu, że nas tam zaprowadził, że pozwolił nam poznać tak wspaniałych ludzi, którzy stali się nam, bardzo bliscy, że pozwolił nami poznać siebie, że się do nas uśmiechnął…. Nasz Tata!!!!!!!!!!